Prezentacja projektu edukacyjnego Stypendystki Mazowieckiego Programu Stypendialnego

Uczennica klasy 8c, Matylda Wilkowska, w ramach „Mazowieckiego programu stypendialnego dla uczniów szczególnie uzdolnionych – najlepsza inwestycja w człowieka” realizowała w tym roku szkolnym projekt stypendialny pod hasłem
„What are you reading? Words, words, words…”.
Tytuł swojego projektu zaczerpnęła z dzieła brytyjskiego pisarza Williama Szekspira – „Hamlet”.

 

W związku z projektem realizowała wiele działań, które oscylowały wokół literatury angielskiej i anglojęzycznej.

Wśród jej celów znalazło się między innymi stworzenie prezentacji o zaletach czytania książek po angielsku.

 

 

W szkole zaprezentowała ją uczniom klasy 7c, a na zakończenie uczestnicy brali udział w quizie dotyczącym tłumaczenia serii książek „Harry Potter”.

 

 

Ponadto Matylda podjęła próbę przetłumaczenia swojego opowiadania na język angielski. Jak sama twierdzi, okazało się to trudniejsze niż przypuszczała, jednak również z tym zadaniem poradziła sobie wzorowo.

 

Gdy wróble wyćwierkały mi o tajemniczym tłumaczu zwierzęcej mowy, postanowiłem nagrać swoją historię i odcisnąć kopyto w dziejach. Nazywam się Dionizy. Jestem już starym koniem – dawno przeszedłem na emeryturę. Chociaż jestem nie najmłodszy, nadal, gdy mój Pan daje mi kostki cukru, przymykam oczy i czuję się, jakbym był tym źrebięciem Dyziem sprzed dwudziestu lat. Kiedy słodycz rozlewa się po podniebieniu, oczami wyobraźni widzę zielone łąki, na których się pasłem… Ach, to były czasy! Mieszkam nieopodal Krakowa. Moją pracą było ciągnięcie dorożek – mój Pan jest fiakrem. Lubiłem pracę konia dorożkarskiego: stałem cierpliwie, czekając na turystów, a dorożkarz zawsze pamiętał, żeby dać mi worek z obrokiem i świeżą wodę. Prawdziwie ludzki Pan! Wyczesywał mnie zgrzebłem. Wszyscy na mnie spoglądali. Pięknie prezentowałem się w blasku słońca! Na zawołanie „Wio, Dionizy!” stępem ruszałem spod Sukiennic, ulicą Grodzką, na Wawel. Mógłbym z zamkniętymi oczami przejść tą trasę! Do dziś pamiętam gołębie umykające spod moich podków, gruchające do siebie radośnie, przekazujące sobie ploteczki. Nigdy nie brałem udziału w ich rozmowach – jestem małomównym, szanującym się ogierem. Nie zniżałem się do poziomu krakowskich przekupek. Opowiem wam o moim koniku; od zawsze marzyłem, by zostać reniferem. Chciałbym choć na chwilę zmienić maść z siwej na brązową, poczuć na głowie ciężar rogów, oderwać swe pęcinki od ziemi i pogalopować w niebiosach, ciągnąc sanie Świętego Mikołaja. Uparcie marzyłem, że marzenie me się kiedyś się spełni, ale inni dworowali sobie ze mnie. Choćby i wtedy… Kiedyś, kiedy byłem jeszcze młody, pasłem się na pastwisku pogrążony w marzeniach. Nagle… Zobaczyłem wydeptany w trawie napis –„CHCESZ STAĆ SIĘ RENIFEREM I DO NAS DOŁĄCZYĆ? PRZYJDŹ TU O ZMROKU. CZEKAMY NA CIEBIE!”. Bardzo się podekscytowałem. W tamtym momencie byłem najszczęśliwszym koniem świata! O zmroku przyszedłem w umówione miejsce, a tam… nie było żadnych reniferów! Ani świętego Mikołaja! Stali tam Anastazy, Alojzy i Ambroży – wredne ogiery, które zawsze się ze mnie wyśmiewają. Jak mogłem być tak naiwny! Koń by się uśmiał! Ci żartownisie na mój widok parsknęli śmiechem i nie przestawali przez dobre parę minut, a ja tupałem kopytem ze złości! Było mi bardzo żal. Odwróciłem się i bez słowa powlokłem się do stajni. Zrobiono mnie w konia! Ostatnie Mikołajki spędzałem jak zwykle– przykryty ciepłą derką, gapiłem się w niebo w nadziei, że pojawią się na nim renifery. Gdyby tak się stało, zarżałbym do nich, ile sił w płucach „ZATRZYMAJCIE SIĘ! DOŁĄCZĘ DO WAS!”. Płonne nadzieje… Stało się za to coś innego! Do stajni wszedł mój Pan. Uśmiechnął się do mnie i założył mi coś na głowę. Spojrzałem do wiadra z wodą i zobaczyłem swoje odbicie. Nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Miałem na sobie najprawdziwsze rogi renifera! Potrząsnąłem głową, a wtedy dzwoneczki przymocowane do moich pięknych rogów zadzwoniły! Zarżałem ze szczęścia! Oto spełniły się moje największe marzenia! Przymknąłem oczy i w uszach zaświstał mi wiatr. Czułem, jakby moje kopytka, uderzały o chmury. Byłem najprawdziwszym czarnym koniem w wyścigu po spełnione marzenia! Okazało się, że znamy się z moim Panem jak łyse konie, chociaż grzywa u mnie jeszcze bujna! Zaczarowany dorożkarz, zaczarowany koń… When sparrows tweeted me about the mysterious animal language translator, I decided to record my story and imprint my hoof in the history. My name is Dionizy. I’m an old horse – I retired a long time ago. Although my best years are past and gone, still, when my Master gives me some sugar cubes, I close my eyes and feel like a little foal I was years ago. When sweetness spread on my palate, with the eyes of imagination I can see the green meadows I used to graze on… Those were the days! I live near Cracow. My job was pulling carriages – my Master is a coachman. I really enjoyed the work of a carriage horse: I would stand patiently, waiting for the tourists, and the coachman always remembered to give me a sack with food and fresh water. A really humane man! He combed me with a currycomb. Everyone would look at me. I looked beautiful in the sunshine! When shouted at: “Giddyup, Dionizy!” I walked from Sukiennice, through Grodzka street, to the Wawel Castle. I could pass this route with closed eyes! To this day I remember pigeons eluding from my hoofs, gurgling to each other, transferring the gossips. I never took part in their conversations – I’m a reticent, self-respecting stallion. I didn’t low myself to the Cracow fishwives’ level. I’ll tell you about my hobby – I’ve always been dreaming abut being a reindeer. I’d like to change my colour from grey to brown, feel the weight of the horns on my head, detach my fetlocks from the ground and gallop through the sky, pulling Santa’s sleigh. I wanted to be a reindeer so bad, but others would laugh at me. Once, when I was still young, I was grazing on the pasture, plunged in the dreams. Suddenly… I saw a writing beaten in the grass – “DO YOU WANT TO BECOME A REINDEER AND JOIN US? COME HERE AT THE DUSK, WE’RE WAITING FOR YOU!”. I got very excited. In that moment I was the happiest horse in the world! When the night fell, I came to the meeting point, but… there weren’t any reindeers, or Santa Claus! Anastazy, Alojzy and Ambroży were standing there – three mean stallions, who always were mocking me. How could I be so naive? That’s a laugh! They sniggered to see me and they didn’t stop laughing for a few minutes. I was stomping my hoof with anger! I felt so sorry. I turned back and went to the stable without saying a word. I was tricked! I spent last St. Nicholas Day as usual – covered by a cosy blanket, I was staring at the sky in hope of seeing the reindeers. If I saw them, I would scream at the top of my lungs: „STOP! I WILL JOIN YOU!”. Vain hopes… But something else happened! My Master entered the stable. He smiled at me and put something on my head. I looked into the bucket of water. I couldn’t believe my eyes. I had the truest reindeer horns! I shook my head and the bells attached to my beautiful horns gave a beautiful ringing sound! I neighed from happiness! My biggest dream came true! I closed my eyes and the wind whistled in my ears. I felt like my hoofs hit the clouds. I’m definitely the winner in the race to fulfilled dreams! Me and my Master really understand each other. Enchanted cabman, enchanted horse…

 

Na przestrzeni całego roku szkolnego poświęciła wiele godzin na czytanie w języku angielskim – swoje odczucia na temat książek zawarła w recenzjach pisanych zarówno po polsku, jak i po angielsku. Całokształt jej dokonań projektowych został zawarty na stworzonej przez uczennicę stronie internetowej:

https://matyldawilkowska.wixsite.com/wordswordswords

 

Zachęcam również do śledzenia Matyldy na Instagramie, gdzie publikuje treści związane ze swoją pasją – literaturą.

https://www.instagram.com/czytelnicza_anomalia/

 

Opiekunką stypendystki jest p. Ewa Jarzyńska, nauczycielka języka angielskiego.

 

 

Odpowiedzi do pytań:

Część nazw pozostała w wersji oryginalnej, część została przetłumaczona

1000

Czekoladę we wszelkich jej formach

Rouge

Zgredek

Fałsz

Miało to korzenie w słowie „lunny” – pomyleniec

The Elder Wand

Prawie 70

Uznała profesor Sinistrę za mężczyznę (była to kobieta)

Bahanki

Talizmany Śmierci

The Quibbler